Zgłosił się do nas użytkownik portalu, który w praktyce przetestował mechanizmy rozpatrywania skarg przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jego historia dotyczy ewidentnych, udokumentowanych nieprawidłowości u jednego ze świadczeniodawców - przeprowadzania badań diagnostycznych na niesprawnym aparacie. Na podstawie tego przypadku można samodzielnie wyciągnąć wniosek, czy w zderzeniu z urzędniczą biurokracją walka o swoje prawa ma jakikolwiek sens.
Podczas wizyty w poradni alergologicznej w Centrum Medycznym Polmed w Gdańsku zlecono pacjentowi wykonanie badania spirometrycznego. Samo badanie okazało się czystym absurdem.
Próby powtarzano wielokrotnie, a osoba obsługująca aparat otwarcie komentowała, że wyniki są błędne i zrzucała winę na urządzenie. Pomiędzy kolejnymi podejściami bezskutecznie próbowano kalibrować aparat. Z wypowiedzi personelu jasno wynikało, że problem nie jest nowy - rzucono nawet hasło o wcześniejszym zgłaszaniu awarii ("zgłaszałam w Starogardzie") oraz obawę, jak pokazać lekarzowi tak nietypowe rezultaty. Ostatecznie pacjent otrzymał wydruk jednej z prób i trafił do gabinetu lekarskiego. Tam, mimo bezpośredniego pytania o wiarygodność pomiaru, nie uzyskał odpowiedzi, czy wynik w ogóle nadaje się do interpretacji diagnostycznej.
Pacjent dowiedział się więcej ponad miesiąc później, gdy przyszedł na testy skórne. W trakcie wizyty personel medyczny wprost spekulował, że lekarka "już nawet nie zleca spirometrii", ponieważ urządzenia po prostu nie da się wykalibrować i podaje ono zafałszowane dane. Na pocieszenie usłyszał jedynie kuriozalne zapewnienie, że "prawdopodobnie udałoby się wykryć nim jakieś poważne dolegliwości".
Po powrocie do domu pacjent samodzielnie przeanalizował otrzymany dokument. Analiza czarno na białym wykazała kompletną bzdurę - skrajną niespójność zmierzonej pojemności płuc. Wartość wydechowa (FVC) wyniosła bowiem około 2 litry, podczas gdy wdechowa (FIVC) dobiła aż do 6 litrów. Ta gigantyczna, wynosząca 4 litry różnica oznacza, że według maszyny pacjent przyjął niemal 6 litrów powietrza, a był w stanie wydmuchać niespełna 2 litry. Taki absurdalny profil medyczny powinien z automatu zapalić czerwoną lampkę i doprowadzić do natychmiastowego odrzucenia badania jako całkowicie niewiarygodnego.
Pacjent postanowił zareagować i złożył oficjalną skargę do Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Zwrócił w niej uwagę na kluczowe kwestie:
Bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa świadczeń i zdrowia pacjentów.
Niegospodarność w dysponowaniu środkami publicznymi poprzez opłacanie bezużytecznych badań.
W pierwszym piśmie opisał sytuację słownie. Wynik postępowania wyjaśniającego? NFZ uznał skargę za niezasadną. Urzędnicy zapytali placówkę o wyjaśnienia, a ta przedstawiła idealnie czyste dokumenty. Choć personel wewnętrznie narzekał na awarię, oficjalnie Polmed zasłonił się ważnym paszportem technicznym aparatu i aktualnymi przeglądami. Co najciekawsze - choć placówka twierdziła, że sprzęt jedynie "sporadycznie się zawieszał", tuż po zgłoszeniu sprawy wymieniła spirometr na nowy.
Skarżący nie odpuścił i złożył wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Tym razem dołączył niepodważalne dowody:
Kopia fizjologicznie niemożliwego wyniku badania.
Nagranie audio wraz z transkrypcją, na którym pracownik wprost przyznaje, że urządzenie "nie kalibruje", a jego wyniki są "niedokładne" i "niemiarodajne".
Zażądał przeprowadzenia pełnej kontroli wszystkich badań rozliczonych przez tę placówkę w okresie występowania problemu oraz wyciągnięcia konsekwencji finansowych wobec podmiotu za poświadczenie nieprawdy w oficjalnych wyjaśnieniach.
Mając w ręku tak twarde dowody, można by oczekiwać, że NFZ rzetelnie rozliczy placówkę. Nic bardziej mylnego. W ostatecznej odpowiedzi Pomorski OW NFZ ponownie zweryfikował jedynie dokumenty w umowie. Sprawdzili numery seryjne, certyfikaty i pieczątki w paszporcie technicznym. Ponieważ papier był formalnie bez zarzutu, NFZ rozłożył ręce i odpisał:
"ocena działalności sprzętu, który został dopuszczony do użytkowania oraz posiada dokumenty potwierdzające sprawność urządzenia i jego aktualne przeglądy serwisowe pozostaje poza kompetencjami Oddziału"
Urzędników nie interesowało to, że fizyczny stan urządzenia odbiegał od tego w paszporcie. Diagnostyka została wykazana w systemie, papiery na sprzęt są w segregatorze - sprawa zamknięta, skarga niezasadna.
Sprawę ostatecznie przypieczętowało Biuro Nadzoru Wewnętrznego Centrali NFZ w Warszawie. Centrala uznała, że działania pomorskiego oddziału były w pełni prawidłowe, a Fundusz monitoruje placówki wyłącznie pod kątem formalnej realizacji zapisów umowy.
Czy warto w ogóle walczyć i pisać skargi do NFZ? Odpowiedź zależy od tego, czego oczekujemy jako pacjenci.
Jeśli liczysz na systemową sprawiedliwość, rzetelne ukaranie placówki za dezinformację czy oficjalne przyznanie się urzędników do błędu - zderzenie z murem pod tytułem "brak kompetencji do oceny działania certyfikowanego sprzętu" może odebrać wszelką nadzieję. Dla NFZ najistotniejsza okazała się pieczątka w paszporcie technicznym, a nie fizyczny stan urządzenia.
Jeśli jednak spojrzeć na sprawę z perspektywy czysto praktycznej - w tym konkretnym przypadku walka miała sens. Presja pacjenta przyniosła realny skutek. Choć przychodnia oficjalnie nie poniosła kary, strach przed kontrolą skutecznie zmobilizował ją do wymiany wadliwego spirometru na działający aparat.
Warto jednak pamiętać o drugiej stronie medalu. Taki sukces "na przyszłość" w żaden sposób nie pomaga pacjentom, którzy wcześniej zostali przebadani na wadliwym aparacie. Dla nich bezradność NFZ oznacza pozostawienie z błędnym badaniem w historii choroby. To nie jest tylko kwestia złych zapisów w dokumentacji medycznej - zafałszowany wynik niesie za sobą realne konsekwencje zdrowotne. Może prowadzić do postawienia błędnej diagnozy, wdrożenia niewłaściwego (często obciążającego) leczenia lub, co gorsza, przeoczenia poważnej choroby układu oddechowego, która bez odpowiedniej terapii będzie się rozwijać.
Bilans tej historii jest więc słodko-gorzki, a wnioski warto wyciągnąć samodzielnie. Oficjalnie system uznał skargę za niezasadną, a urzędnicy schowali głowę w dokumenty. Jednak w rzeczywistości, dzięki uporowi jednej osoby, kolejni pacjenci tej poradni będą w końcu diagnozowani na działającym sprzęcie. Czy w takim układzie warto było walczyć? Oceńcie sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz