24 czerwca 2026

Ostateczne rozwiązanie kwestii kolejek

Już niedługo, dzięki Centralnej E-Rejestracji (CeR), problem wieloletnich kolejek do lekarzy na NFZ zostanie "rozwiązany". Rządzący znaleźli jeden prosty trik, żeby z dnia na dzień kolejki zniknęły (i wcale nie chodzi tu przyjmowanie partyjnych kolegów poza kolejnością). Jak dokona się ten cud? Poniżej wyjaśniamy, na czym polega ten mechanizm.

Na początek: czym w ogóle jest Centralna E-Rejestracja? To nowy, ogólnokrajowy system informatyczny, który docelowo ma połączyć grafiki wszystkich przychodni w Polsce i umożliwić pacjentom samodzielne zapisywanie się na wizyty oraz badania przez Internetowe Konto Pacjenta (IKP) lub aplikację mojeIKP. Brzmi pięknie i nowocześnie, prawda? Diabeł tkwi jednak w szczegółach.

"Wyjątkowość" tego rozwiązania polega bowiem na tym, że świadczeniodawcy mają przekazywać informacje o wolnych terminach wyłącznie na okres najbliższych 90 dni. W praktyce oznacza to, że średni czas oczekiwania w systemie CeR dramatycznie spadnie. Dlaczego? Bo odległe, wieloletnie terminy po prostu nie będą raportowane. Jeśli nie ma wolnego miejsca w ciągu najbliższych 3 miesięcy, system go nie pokaże. A skoro czegoś nie ma w systemie, to oficjalnie problem nie istnieje.

Dzięki temu rząd już niedługo będzie mógł ogłosić wielki sukces w skracaniu kolejek. Prawdziwym plusem tej sytuacji będzie chyba tylko to, że w debacie publicznej i kampaniach organizacji pozarządowych skończy się wreszcie przytaczanie drastycznych faktów typu: "w Będzinie do psychiatry dziecięcego czeka się 6 lat".

Ceną za ten PR-owy sukces jest jednak całkowity brak jawności. Obecnie informacje o wolnych terminach są udostępniane przez NFZ w ogólnodostępnym Informatorze. Każdy (nawet bez skierowania) może tam sprawdzić dostępność świadczeń. Co ważne, NFZ udostępnia te dane za pomocą otwartych interfejsów (API), dzięki czemu są one wykorzystywane do analiz naukowych czy przez specjalistyczne portale medyczne. Te dane pozwalały ocenić faktyczne potrzeby zdrowotne Polaków. W nowym systemie tego zabraknie.

Właśnie kończy się okres przejściowy na wdrożenie CeR dla świadczeń kardiologicznych. Od czerwca NFZ wstrzymał płatności dla placówek, które nie raportują do nowego systemu, a od lipca będzie płacić wyłącznie za wizyty umówione przez CeR. W teorii - pełna mobilizacja. W praktyce? Urzędniczy absurd.

Część przychodni wciąż wysyła dane do starego informatora NFZ. Fundusz jednak nie kwapi się, by uprzedzić pacjentów, że nie powinni już tam szukać informacji - bo przecież publikacja takiego komunikatu wymagałaby jakiejś inicjatywy. Co gorsza, NFZ całkowicie odpuścił sobie weryfikację błędów w starych bazach. Gdy pomorski oddział NFZ dostał zgłoszenie o nieprawidłowych terminach kardiologicznych, odpisał regułką:

„Od 1 czerwca 2026 roku kardiologia przechodzi do systemu Centralnej e-Rejestracji. (...) W związku z czym placówki nie muszą przekazywać informacji dotyczącej pierwszych wolnych terminów do Informatora.”

Przekładając z urzędniczego na nasze: urzędnik uznał, że skoro wchodzi nowy system, to starym już się zajmować nie musi, więc zgłoszenie ignoruje. I tu wychodzi kolejna wada: o ile w starym informatorze pacjent mógł łatwo zgłosić błędne dane i ktoś czasem na to reagował, o tyle w IKP takiej możliwości nie ma. Przez to błędne informacje w aplikacji będą pewnie wisiały miesiącami.

Mamy końcówkę czerwca i liczby pokazują brutalną prawdę o tym wdrożeniu. W IKP dostępne są terminy do kardiologa w około 750 miejscach udzielania świadczeń. W tym samym czasie w starym informatorze NFZ wciąż figuruje prawie 1250 poradni udzielających świadczenia kardiologiczne. Co to oznacza? Że od lipca pacjenci w praktyce stracą możliwość zarejestrowania się do prawie połowy działających przychodni, bo nowy system ich po prostu "nie widzi".