03 września 2018

Profesjonalizm Warsaw Media House

Wiosną tego roku na blogu Bezprawnik opisano jak działa agencja Warsaw Media House. Z opisanych historii wynika, że nie działa ona najlepiej. Pierwszy wpis dotyczył tego, że agencja w amatorski sposób bezzasadnie zażądała usunięcia artykułu opublikowanego na blogu Bezprawnik.pl. Druga publikacja jest o tym jak Warsaw Media House podobno skopiowała materiały reklamowe od konkurencyjnej agencji PReals. Fajnie, że takie zachowania są publicznie piętnowane. Też mieliśmy okazję przekonać się jak działa Warsaw Media House, więc chętnie podzielimy się naszą historią.

Warsaw Media House swoim potencjalnym klientom składa w ofercie deklarację: "usuniemy negatywne opinie dostępne w sieci" i z tej usługi pewnie chciał skorzystać właściciel placówki Kalmedica w Kaliszu. Ośrodek ten jest dość słabo oceniany przez pacjentów, większość z ponad 70 opinii jest negatywna. Otrzymane przez nas 18 lipca wezwanie wyglądało tak:
Szanowni Państwo,
Zwracam się z prośbą o usunięcie negatywnych treści dotyczących firmy Kalmedica Sp. z o.o.
Następujący wątek (https://swiatprzychodni.pl/osrodki/kalmedica-kalisz/#) zamieszczony na stronie swiatprzychodni.pl narusza dobre imię przedsiębiorcy, treści nie są poparte faktami i co najważniejsze nie są zgodne z Państwa regulaminem strony.
Bardzo proszę o ustosunkowanie się do mojej prośby w przeciągu 7 dni.
W załączniku zamieszczam upoważnienie od firmy Kalmedica Sp. z o. o. do wykonywania działań marketingowych przez firme Warsaw Media House Sp.z o. o. k.
Poniżej przesyłam zestawienie wpisów do usunięcia: 

Elżbieta

1/5 19-03-2013 10:40
BRAK KONTAKTU żaden z 4 numerów telefonu nie odpowiada!!!! żenada
JOLANTA

1/5 19-03-2013 10:41
POTWIERDZAM j.w
Od 3 dni dzwonię i nikt nie odbiera!!!!
anka  
[...]


Wezwanie dotyczyło łącznie kilkudziesięciu komentarzy i podpisane było (tym razem) imieniem i nazwiskiem Specjalisty ds marketingu treści. Wg wezwania "treści [komentarzy - red.] nie są poparte faktami" i jest to całe uzasadnienie dlaczego kilkadziesiąt komentarzy powinno trafić do kosza. Jeszcze jesteśmy w stanie zrozumieć takie uzasadnienie jakiejś pojedynczej niewiarygodnej historii, ale jak można kwestionować fakt, że ktoś nie mógł dodzwonić się do placówki? Zwłaszcza, że jest to placówka, do której nie da się (lub jest to bardzo trudne) dodzwonić (tak - sprawdzaliśmy).

Ale od nierozsądnego uzasadnienia żądania, ciekawszy jest załączony plik mający być upoważnieniem do reprezentowania placówki. Przesłany dokument jest zleceniem monitoringu i usuwania negatywnych opinii. Może faktycznie w takiej formie WMH przesyła upoważnienia (niestety wątpliwości w tej sprawie nie wyjaśnili), ale raczej mamy wrażenie, że po prostu pomyliły im się dokumenty. W każdym razie, z treści zlecenia wynika m.in. że Kalmedica za usługę usunięcia negatywnych opinii miała zapłacić 500 zł netto i usługa miała być wykonana do 14.07.2018. (Ten termin jest o tyle ciekawy, że otrzymaliśmy wezwanie po tej dacie. Co jest dość dziwne biorąc pod uwagę, że na hasło w wyszukiwarkach "kalmedica opinie" jesteśmy na pierwszej stronie wyników).



Podsumowując, pomimo oświadczenia wykonawcy (tj. WMH), że posiada stosowną wiedzę i możliwości technologiczne do prawidłowego wykonania umowy na cenzurowanie treści w internecie, w naszej ocenie podejmowane działania przez agencję były mało profesjonalne. Mylenie dokumentów, nie dotrzymywanie terminów, ignorowanie zwrotnej korespondencji i nieumiejętne uzasadnienie żądania nie przekonują do korzystania z usług tej firmy. Zresztą korzystanie z takich usług to próba pójścia na łatwiznę. Zamiast wydawać pieniądze na "czyszczenie opinii", może lepiej zatrudnić w Kalmedice kogoś do odbierania telefonów?

30 lipca 2018

Skleroza w NFZ

W poprzednim wpisie poruszaliśmy kwestię tego, że NFZ dopuszcza do tego, że świadczeniodawcy nie prowadzą wymaganej przez prawo sprawozdawczości na temat pierwszych wolnych terminów. Na ten problem zwróciliśmy w zasadzie bezskutecznie uwagę Ministerstwa Zdrowia. Tłumaczenia NFZ sugerowały, że jest to pojedynczy przypadek i takie sytuacje są wykrywane i rozwiązywane przez Fundusz. Takie stwierdzenia budzą wątpliwość ponieważ problem ze wspomnianym świadczeniodawcą został rozwiązany po 5 miesiącach i dopiero po tym jak zwrócono uwagę na konkretną placówkę.

Okazuje się jednak, że są jeszcze gorsze przypadki. Jakiś czas temu zwrócono nam uwagę, że w portalu nie jest aktywna placówka CM Urolog w Lesznie. Przyczyną tego problemu było to, że od 8 miesięcy w udostępnianych przez NFZ raportach o kolejkach brak było informacji o pierwszych wolnych terminach u tego świadczeniodawcy. Poprosiliśmy NFZ o wyjaśnienia w tej sprawie. Poinformowano nas, że świadczeniodawca w listopadzie 2017 przekazywał nieaktualne dane, więc założona na niego została "blokada". W kolejnych miesiącach placówka przekazywała prawdziwe informacje, ale w związku z nałożoną blokadą nie były one publikowane. Z korespondencji nie wynika, żeby NFZ próbował tę sprawę wyjaśnić lub monitorować w jakikolwiek sposób. Dopiero nasze pytania w czerwcu 2018 roku spowodowały zdjęcie tej blokady.  Podsumowując - NFZ świadomie uniemożliwia pacjentom dostęp do aktualnych informacji o kolejkach i zamiast sprawę wyjaśnić, zapomina o niej.

26 lipca 2018

Samobój w Opolu

Zdarza się, że zgłaszają się do nas świadczeniodawcy chcący dodać informacje o placówce do naszego portalu. Dane o placówkach regularnie aktualizujemy na podstawie udostępnionych przez NFZ danych, więc zazwyczaj brak informacji (lub ich nieaktualność) wynika z tego, że świadczeniodawcy nierzetelnie prowadzą sprawozdawczość.

Jakiś czas temu zgłosił się do nas właściciel poradni alergologicznej w Opolu prosząc o informacje czemu jego placówki nie ma na liście poradni alergologicznych w Opolu. Po otrzymaniu wyjaśnień o źródle danych o ośrodkach, poinformował nas, że "Dane są raportowane ale czasem brak ich na stronie NFZ.". Mogłoby się wydawać, że winę za brak poradni w rejestrach ponosi NFZ. Nikomu nie chcąc robić problemów, przekonani o tym, że po stronie świadczeniodawcy nie ma żadnych zaniedbań, zwróciliśmy się do NFZ w tej sprawie. Oni na to:
Odnosząc się konkretnie do wskazanego przez Pana przypadku, świadczeniodawca Specjalistyczna Praktyka Lekarska Zbigniew Kurzyca, wbrew informacji przekazanej Panu w Poradni, w okresie od 19.11.2017 r. do 17.03.2018 r. nie przekazywał do tut. Oddziału poprawnych danych dotyczących pierwszego wolnego terminu udzielenia świadczenia. Sytuacja ta jest obecnie przedmiotem analizy Oddziału, włącznie z możliwością wyciągnięcia wobec świadczeniodawcy konsekwencji o których wspomniałem powyżej.
Jak później się okazało, na świadczeniodawcę została nałożona kara w wysokości 874.08 zł. Podobno był on wielokrotnie informowany elektronicznie i telefonicznie o tym, że nie wypełnia warunków umowy. Brzmi to dość wątpliwie w kontekście tego, że świadczeniodawca informował nas, że prowadzi sprawozdawczość poprawnie (rozumiemy przeoczyć e-maila, ale trudno żeby zapomniał rozmowę telefoniczną). Do tego informacja o tym, że takie powiadomienia miały miejsca pojawiły się dopiero po tym jak NFZ został zmuszony do tłumaczenia się z tej sprawy w Ministerstwie Zdrowia. Fakt, że przez 5 miesięcy NFZ nie jest w stanie wykryć nieprawidłowości i wyegzekwować przestrzegania umowy, jest poważnym zaniedbaniem. Dlatego zwróciliśmy się do Ministerstwa z prośbą o interwencję w sprawie niewykrywania tego typu nieprawidłowości przez NFZ. Ale niesatysfakcjonującym nikogo (poza urzędnikami) rozwiązaniem problemu było nałożenie wspomnianej kary. Bo wg NFZ to jednostkowy przypadek i takie nieprawidłowości są wykrywane i eliminowane. Co oczywiście nie jest prawdą, ale o podobnych, gorszych przypadkach napiszemy innym razem.

 

12 kwietnia 2018

Opinie o programie partnerskim Ceneo.pl

Jakiś czas temu opisaliśmy jak wygląda współpraca z polskimi sieciami reklamowymi. Ostatnio postanowiliśmy sprawdzić czy zamiast partnerstwa ze stricte "display'owymi" reklamodawcami, nie jest lepiej brać udziału w jakimś programie partnerskim.

Dlatego w kwietniu 2018 wypróbowaliśmy program partnerski Ceneo. W sumie nie jest dużym zaskoczeniem, że kolejny raz duży gracz próbuje naciągać potencjalnych partnerów. W portalu o tematyce medycznej dobrym produktem do reklamowania są leki. Dobrze się składa, bo pod linkiem na głównej stronie programu zatytułowanym "Kategorie, na których możesz zarabiać" są leki. Do tego po założeniu konta bez problemów można utworzyć baner reklamujący leki.


Tak wygenerowany baner, bez żadnego ostrzeżenia można umieścić na stronie i "zarabiać". Tylko jest jeden problem - będzie zarabiać ze stawką 0 zł. Czemu? Trochę światło na to rzuca zapis na szóstej stronie regulaminu programu partnerskiego:
Niezależnie od powyższych postanowień, Kreacja Reklamowa nie może przekierowywać użytkowników Internetu do stron Serwisu Ceneo.pl, na których oferowane są do sprzedaży artykuły erotyczne, wyroby alkoholowe, tytoniowe, leki OTC oraz e-papierosy.
Naszym zdaniem, Ceneo, które generuje kreacje linkujące do zabronionych kategorii, łamie swój własny regulamin. Ale pomijając aspekty formalne, wyświetlanie u kogoś swoich reklam (bo to nie jest tak, że one w serwisie się nie wyświetlały), zarabianie na nich bez dzielenia się ze swoim "partnerem" jest tak normalnie, po ludzku nie w porządku. Dlatego radzimy dwa razy zastanowić się przed podjęciem współpracy z nimi oraz uważnie przeczytać regulamin.

A dodatkową ciekawostką jest to, że zanim zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak, zdążyliśmy wyświetlić ich kreację reklamową kilkaset razy. Przy czym wg statystyk Ceneo.pl w tym czasie odsłon było 0. Pomimo tego, że kreacja podobno nie została ani razu wyświetlona, to w raportach pojawia się informacja, że odnotowała ona parę "kliknięć".

Aktualizacja (21-05-2018):
1. Ceneo na pytanie czemu zostało zliczone kliknięcie, pomimo tego, że kreacja wg statystyk nie została wyświetlona, odpowiedziało, że odsłony są zliczane wyłącznie dla kampanii rozliczanych w modelu CPM. Przy czym z listy dedykowanych kampanii wynika, że nigdy (tj. od 2015 roku) żadna kampania nie była rozliczana w modelu CPM. Więc bardzo niezrozumiałe jest "podawanie" przez Ceneo w panelu statystyk liczby wyświetleń.

2. Zapytaliśmy Ceneo w jaki sposób możemy po swojej stronie zliczać kliknięcia w kreacje. Standardem jest dawanie partnerom takiej możliwości. Jest to dość ważne, bo pozwala uniknąć nieporozumień i nieufności wobec partnera, który ma monopol na zliczanie kliknięć (i teoretycznie może podawać nieprawdziwe informacje).

3. Postanowiliśmy jeszcze raz przetestować współpracę. Tym razem korzystając z kampanii dedykowanej (banerowej) rozliczanej za kliknięcia. Pierwsze 2 tys. odsłon przyniosło 15 kliknięć, co jest dobrym wynikiem. Dlatego postanowiliśmy kontynuować wyświetlanie. Okazało się, że kolejnych 98 tys. wyświetleń przyniosło 4 kliknięcia. Spadek klikalności wydaje się być bardzo nieprawdopodobny, ale że Ceneo nie pozwala weryfikować liczby kliknięć partnerom, to nie da się im udowodnić, że ich zliczanie statystyk źle działa. Prośbę o wyjaśnienie tej sytuacji pomoc Ceneo zignorowało - tj. zadali kilka pytań (o nasze statystyki, czy modyfikowaliśmy otrzymany kod). Po szczegółowym opisaniu przez nas okoliczności, Ceneo przestało się odzywać. Co ciekawe, w czasie dyskusji z ich strony padło stwierdzenie/sugestia: "Możliwe zatem, że wystąpił jakiś błąd z emisją reklam w Państwa przypadku". Naszym zdaniem nie warto brać udziału w programie, w którym wyświetlane reklamy same z siebie przestają się emitować a "pomoc" w takim przypadku nie pomaga.

Aktualizacja (02-07-2018):
Zwróciliśmy się jeszcze raz o informacje w sprawie prawdopodobnie źle zliczanych statystyk kliknięć. Odpowiedzieli: "Powyższa kampania była okodowana przez naszego klienta kodami douleclick. Może po tym jak zostały przetworzone przez nasz system i potem przeniesione do Państwa doubleclicka po drodze zostały wycięte kody PP, które zliczają ruch.". Czyli nie wykluczają, że statystyki im się nie zliczają, ale żadnej rady ani rekompensaty w związku z tym nie zaoferowali. Żenada.

26 marca 2018

Petycja - zdefiniowanie/zinterpretowanie pojęcia "pierwszy wolny termin"

Czyli o tym jak Centrali NFZ nie chce się kiwnąć palcem i wysłać 16 e-maili do oddziałów wojewódzkich.

Zdarza się, że do pojedynczego świadczeniodawcy pierwsze terminy wyglądają tak, że w jednym tygodniu czeka się 100 dni, w następnym 105, w kolejnym 95, a potem przychodzi taki tydzień, że pierwszy termin jest za 5 dni. Mija parę dni i znów jest 100.

Taka sytuacja może świadczyć m.in. o tym, że ktoś odwołał wizytę z parodniowym wyprzedzeniem i stąd ta anomalia. Sądzimy, że nie powinno tak być - stąd petycja o zdefiniowaniu pierwszego terminu jako takiego, który nie wynika z odwołania wizyty. Odpowiedź była zaskoczeniem, interpretacja tego terminu istnieje i to taka, która rozwiązuje opisany problem. Odwołane terminy nie powinny trafiać do raportów o pierwszych wolnych terminach.

Przy czym jest jedno małe "ale". Nie wiedzą o tym świadczeniodawcy ani pracownicy oddziałów wojewódzkich NFZ. Przykładowo można w oddziałach zgłosić nieprawidłowość dotyczą pierwszych wolnych terminów, pracownik NFZ kontaktuje się wtedy ze świadczeniodawcą i wyjaśnia sprawę. Akceptowalnym wytłumaczeniem sytuacji przez przychodnie jest ogłoszenie, że nieprawdziwy termin wynika ze zwolnienia się terminu przez pacjenta odwołującego wizytę. Dzieje się tak np. w Warmińsko-Mazurskim NFZ. Zapytany o wspomnianą interpretację przepisów pracownik NFZ rozpatrujący zgłoszenia dotyczące nieprawidłowości pisze tak:
[...]
Z kolei pierwszy wolny termin podawany w tygodniowych raportach ma być taki, jakim w danym momencie dysponuje świadczeniodawca i jaki podałby pierwszemu pacjentowi, który skontaktuje się w celu rejestracji.
Informacja na stronie Mazowieckiego OW jest interpretacją przepisów.
W tej konkretnej sytuacji nasz Oddział nie wydał takiej interpretacji, jednakże wysłano zapytanie do Centrali NFZ o ocenę sytuacji.
[...]
W związku z tym, że pracownicy NFZ nie znają aktualnej interpretacji przepisów, poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o poinformowanie o niej oddziały NFZ. Ministerstwo poprosiło o to Centralę NFZ. A co zrobiła Centrala? Stwierdziła, że nie trzeba tego robić -  przecież w 2015 roku ta informacja została przekazana oddziałom. To, że w 2018 roku pracownicy jej nie znają nie ma znaczenia - ważne, że jest papier na to, że jednak ją znają...



08 stycznia 2018

Petycja - wolne terminy w weekendy

Staramy się, żeby informacje o czasie oczekiwania w naszym serwisie były jak najdokładniejsze. Źródłem publikowanych danych są świadczeniodawcy a nad ich prawidłowość powinien czuwać NFZ. Zdarza się, że zauważamy nieprawidłowości w przekazywanych informacjach. Niestety często sygnały o tym i sugestie ich rozwiązania są przez NFZ ignorowane. Poważniejsze traktowanie zgłoszeń chcieliśmy osiągnąć wysyłając petycje (ustawa o petycjach wymaga od urzędów udzielenia publicznej odpowiedzi na daną kwestię). Niestety NFZ przepisów ustawy nie zna (lub je ignoruje oraz ignoruje informację, że je ignoruje). Dlatego sygnały o nieprawidłowościach zaczęliśmy kierować do Ministerstwa Zdrowia. Pierwsza petycja dotyczyła nieprawdziwych terminów raportowanych przez świadczeniodawców. Oto jej najważniejsze fragmenty:

Jednym z zauważonych problemów jest to, że przekazywane przez świadczeniodawców pierwsze wolne terminy czasami przypadają w dni, w które ich placówki nie są otwarte. W załączniku do petycji wysyłam listę placówek (stan z końca października 2017), które pierwszy wolny termin wskazują w sobotę lub niedzielę. Są to dni, w które te placówki są nieczynne, więc nie jest możliwe, żeby pierwszy wolny termin przyjęcia pacjenta był możliwy w te dni. Oznacza to, że publikowane dane są bardzo prawdopodobnie nieprawdziwe. 

Jeśli chodzi o praktyczne rozwiązanie problemu to sugerowałbym techniczne uniemożliwienie wysyłania świadczeniodawcom raportów, w których znajdowałyby się niezgodne z harmonogramem otwarcia placówek terminy udzielania świadczeń. Sądzę, że spowoduje to, że świadczeniodawcy będą zmuszeni do bardziej rzetelnego prowadzenia sprawozdawczości (i o pierwszych wolnych terminach, i o harmonogramie pracy placówek).

Ministerstwo na początku grudnia na pismo odpowiedziało. Okazuje się, że choć petycja nie miała na to żadnego wpływu, to przypadkowo od grudnia NFZ wprowadził rozwiązanie opisanego problemu. Tj. wg udzielonych informacji nie ma technicznej możliwości przekazywania danych o pierwszych terminach w dniach, w które placówka nie jest czynna.

Pomimo tych zapewnień, bez większych problemów udało nam się odnaleźć dane, które świadczą o tym, że problem nie został naprawiony. Przykładowo harmonogram poradni onkologicznej w Instytucie Matki i Dziecka mówi, że w sobotę jest ona nieczynna. Pomimo tego wg danych z 8 grudnia, najbliższy wolny termin był w sobotę 9 grudnia.



Jak na razie Ministerstwo i Fundusz tej sytuacji nie skomentowało. Ale może nie ma co tu komentować?

Aktualizacja (luty 2018):
Wszystko jest w porządku! Okazuje się, że świadczenia "onkologiczne" są wykazane w załączniku nr 12 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z 21 stycznia 2016 r. w sprawie zakresu niezbędnych informacji gromadzonych przez świadczeniodawców, szczegółowego sposobu rejestrowania tych informacji oraz ich przekazywania podmiotom zobowiązanym do finansowania świadczeń ze środków publicznych. A to oznacza, że te dane nie poddawane są sprawdzeniu. Pomimo tego Ministerstwo dostrzega problem i obiecuje przeprowadzenie konsultacji w sprawie rozszerzenia walidacji.

09 listopada 2017

Ustawa o petycjach a polska służba zdrowia

Użytkownicy portalu ŚwiatPrzychodni.pl regularnie mają pretensje do nas o podawanie nieprawdziwych informacji o przychodniach. Jednak zazwyczaj to nie jest nasza wina, że podawane dane są nie zawsze prawdziwe. Większość informacji w naszym serwisie pochodzi od świadczeniodawców, którzy mają ustawowy obowiązek podawania informacji o pierwszych wolnych terminach. Niestety bez odpowiedniego "bata" nad głową w wielu przypadkach placówki podchodzą lekceważąco do tych obowiązków. Organem, który mógłby egzekwować przestrzeganie przepisów jest Narodowy Fundusz Zdrowia. Niestety praktyka pokazuje, że nie zależy im na publikowaniu aktualnych i prawdziwych danych (np. w rejestrach wciąż prezentowane są dane sprzed kilku lat). Największe lenistwo (bądź arogancję) pod tym względem prezentuje Mazowiecki Oddział NFZ. Zgłoszenia oczywistych nieprawidłowości np. informacji o błędnych numerach telefonu do świadczeniodawców, kończą się żądaniem wniesienia oficjalnej skargi, a nie tym, że wskazany błędny numer zostanie poprawiony.

O zaimplementowanie różnych oczywistych sposobów poprawy jakości danych wielokrotnie wnioskowaliśmy. Na przykład parokrotnie prosiliśmy o zakazanie świadczeniodawcom podawania "pustych" lub błędnych numerów telefonu. Przez miesiące byliśmy mamieni zapewnieniami, że lada miesiąc problem zostanie rozwiązany. W pewnym momencie zostało ogłoszone, że problem został rozwiązany i faktycznie był chwilowy okres, że wszyscy świadczeniodawcy mieli podany "jakiś" numer telefonu. Ale co z tego, skoro mija mniej więcej rok od tych zapewnień i na dzień dzisiejszy ponad 30 świadczeniodawców nie ma podanego numeru telefonu?

Nadzieję w nas wzbudziły zapisy ustawy o petycjach, która obliguje urzędy do poważniejszego traktowania propozycji zmian przez obywateli. Fakt, że instytucje publiczne zobligowane są do umieszczania petycji i aktualizacji przebiegu ich załatwiania na swoich stronach internetowych, wydawał się rozwiązywać problem polegający na udzieleniu odpowiedzi na wnioski przez Centralę NFZ w postaci "za miesiąc problem rozwiążemy" i nierobieniu niczego. Niestety i tu NFZ znalazł sposób na nie robienie niczego. Pomimo tego, że proste zapytanie wpisane w Google - "nfz petycja" przynosi dziesiątki wyników, to żadna z nich nie jest opublikowana na stronach NFZ. Dlaczego? W przypadku naszej petycji, dlatego bo NFZ pisma zatytułowane "Petycja", rozpoczynające się od "Na podstawie ustawy o petycjach (...)" klasyfikuje jako "wnioski" i obchodzi obowiązujące przepisy.

Niestety Ministerstwu Zdrowia taki stan rzeczy akceptuje, a nawet stara się bronić decyzji NFZ. Odbywa się to w sposób tak nieudolny, że aż śmieszny. Mianowicie uzasadnieniem traktowania petycji jako wniosku jest treść komentarzy do ustawy. Ministerstwo dopytane o jakie komentarze chodzi, powołuje się na komentarz Jakuba Wilka "Konstytucyjne prawo petycji w świetle regulacji ustawy o petycjach" opublikowany w LEX. Pewnie urzędnicy nie sądzili, że znajdzie się ktoś kto dopyta o jaki komentarz chodzi, zdobędzie dostęp do LEXa i się z nim zapozna. Jednak udało nam się dotrzeć do niego, najistotniejsza jego część mówi: "można przyjąć, że w sytuacji, w której pismo spełnia zarówno przesłanki pozwalając na uznanie go za wniosek, jak i te, które umożliwiają potraktowanie go jako petycję, należy uwzględnić wolę podmiotu wnoszącego pismo i uznać je za wniosek albo petycję, zgodnie z jego oznaczeniem". Ministerstwo jeszcze nie odniosło się do tego, że powołuje się na komentarze, które zaprzeczają zasadności podjętych decyzji, ale przynajmniej obiecało "monitorować" przestrzeganie przez NFZ zapisów ustawy o petycjach.

Pocieszające jest do, że choć Ministerstwo Zdrowia przymyka oko na omijanie przepisów przez NFZ, to samo jednak stara się przestrzegać zapisów ustawy. Na ich stronie publikowane są petycje, więc jest szansa, że są one poważniej traktowane. Licząc na to, będziemy starali się apelować o zmiany w przepisach bezpośrednio w Ministerstwie. W najbliższym czasie opublikujemy informację o petycji dotyczącej nieprawdopodobnych pierwszych wolnych terminów u świadczeniodawców.