11 maja 2026

Nie ma proktologa w Twoim województwie? Wyjaśniamy, dlaczego wyszukiwarka NFZ Cię okłamuje

Prawie rok temu poruszaliśmy temat fatalnej dostępności informacji o tym, gdzie tak naprawdę możemy leczyć się u specjalistów. Wówczas Mazowiecki Oddział NFZ stał na twardym stanowisku: to nie Fundusz, lecz lekarz kierujący ma wiedzieć, gdzie pacjent może zostać przyjęty ze swoją dolegliwością. Postanowiliśmy sprawdzić, co kryje się za tym urzędowym absurdem. 

Zacznijmy od konkretnego przykładu: poradnie proktologiczne. W całej Polsce jest ich zaledwie nieco ponad 100. W województwie kujawsko-pomorskim? Według oficjalnych danych - ani jednej. Można by rzec, że sytuacja pacjentów z tego regionu jest, nomen omen, do dupy.

Ale okazuje się, że w teorii nie jest aż tak źle. Proktologia to w rzeczywistości część chirurgii. Oznacza to, że pacjent z problemem proktologicznym może zostać przyjęty w poradni chirurgii ogólnej – a tych jest ponad tysiąc, i co ważne, czas oczekiwania jest tam często o połowę krótszy niż w obleganych poradniach "typowo" proktologicznych.

Gdzie tkwi haczyk? Otóż nie każda poradnia chirurgiczna faktycznie zajmuje się proktologią. NFZ twierdzi, że chirurg może przyjąć pacjenta, "o ile jest w stanie zapewnić realizację świadczenia". Problem w tym, że Fundusz... sam nie wie, która poradnia to potrafi, a która nie.

Gdy zapytaliśmy o źródło wiedzy dla pacjentów, NFZ wskazał na lekarzy wystawiających skierowania. Argumentacja zwala z nóg: "Wiedzę niezbędną do właściwego określenia celu konsultacji/leczenia lekarz uzyskuje w trakcie kształcenia". Tym samym NFZ przyznał, że nie stworzył żadnego mechanizmu informującego lekarzy o realnej dostępności świadczeń i kolejkach w konkretnych placówkach. Lekarz ma to po prostu "wiedzieć", bo skończył studia.

NFZ zdaje sobie sprawę z problemu "niedopasowania" skierowań, dlatego 22 listopada 2021 r. Mazowiecki Oddział wystosował komunikat do szpitali i przychodni. Czytamy w nim, że literalne traktowanie nazwy poradni na skierowaniu jest niezasadne i utrudnia dostęp do leczenia. Innymi słowy: rejestratorka nie powinna odprawić Was z kwitkiem tylko dlatego, że na skierowaniu macie "proktologa", a stoicie w kolejce do "chirurga". Czy ten komunikat dotarł do każdej rejestracji w kraju. Pozwolimy sobie w to wątpić.


Co najciekawsze, ten komunikat nie wziął się z próżni. Był efektem pisma Centrali NFZ, które z kolei bazowało na oficjalnym stanowisku Ministerstwa Zdrowia z marca 2021 r. Resort stwierdził w nim wprost: "nazwa komórki ma charakter informacyjny i pomocniczy dla pacjenta".

W tej całej papierologii ukryty jest prawdziwy hit. Ministerstwo Zdrowia w swoim piśmie zauważa trzeźwo: „Lekarz wystawiający skierowanie może nie posiadać wiedzy, w jakich komórkach organizacyjnych o różnych nazwach udzielane są świadczenia”.

Widzicie to?

  • Ministerstwo Zdrowia: „Lekarz może nie wiedzieć, gdzie wysłać pacjenta”.
  • Mazowiecki NFZ: „Lekarz wie, bo się uczył”.

Od co najmniej pięciu lat problem jest doskonale znany na każdym szczeblu władzy. Pacjenci bez sensu kwitną w gigantycznych kolejkach lub kompletnie odpuszczają leczenie, bo myślą, że w ich województwie nie ma odpowiedniego specjalisty.

Odpowiedzialność za ten informacyjny chaos zwalono na lekarzy, a urzędnicy "odfajkowali" sprawę, wysyłając jeden komunikat. Tymczasem oficjalny "Informator" NFZ jak wprowadzał w błąd, tak wprowadza - bo wciąż jest zbudowany wokół sztywnych nazw komórek, a nie faktycznej pomocy, jaką pacjent może tam uzyskać.