Już w 2019 roku jedna z lekarek, próbując wymusić usunięcie negatywnych opinii o swojej poradni neurologicznej, powołała się przed Urzędem Ochrony Danych Osobowych na argument ostateczny. Sugerowała, że bez interwencji cenzorskiej spotka ją tragiczny los Pawła Adamowicza. W świetle rosnącej liczby incydentów w placówkach medycznych, narracja utożsamiająca krytykę w sieci z fizyczną przemocą zyskuje na popularności. Pytanie jednak brzmi: czy jest prawdziwa? Czy cenzura komentarzy w Internecie rzeczywiście poprawi bezpieczeństwo medyków? Na szczęście mamy na ten temat twarde dane.
Skala problemu jest realna
Nie ma wątpliwości, że praca w ochronie zdrowia wiąże się z ryzykiem. Badania Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego wskazują, że większość pracowników SOR doświadczyła przemocy [1]. Z kolei dane Polskiego Towarzystwa Ratowniczego mówią o agresji w przypadku nawet 15% interwencji [2]. Sytuacja pielęgniarek i położnych jest równie alarmująca - raport OZZPiP z lutego 2025 roku wykazał, że aż 78% ankietowanych spotkało się z agresją w pracy [3]. Problem istnieje i wymaga rozwiązania. Kluczem jest jednak postawienie trafnej diagnozy jego przyczyn.
Diagnoza: To system rodzi frustrację, nie Internet
Wbrew popularnej narracji, badania naukowe nie wskazują na to, by możliwość publikowania opinii w Google czy na portalach typu swiatprzychodni.pl była zapalnikiem agresji fizycznej.
Publikacja Katedry Nauk Społecznych i Medycznych Collegium Medicum w Bydgoszczy [4] jasno wskazuje źródła problemu. Agresja pacjentów i ich rodzin wynika przede wszystkim z niewydolności organizacyjnej: wielogodzinnego oczekiwania na pomoc czy odmowy przyjęcia na SOR. Do tego dochodzi niezrozumienie zasad systemu, stan psychofizyczny pacjentów (ból, lęk, wpływ używek, zaburzenia psychiczne) oraz czynniki zewnętrzne, jak stres post-pandemiczny. Co istotne, badacze wskazują też na winę po stronie placówek: brak procedur, toksyczną kulturę pracy i błędy w komunikacji personelu z pacjentem.
Potwierdza to dr Anita Gałęska-Śliwka z UMK w Toruniu [5], wyliczając jako główne przyczyny: problemy organizacyjne, roszczeniowość, nietrzeźwość, ale także frustrację pacjentów wynikającą z niskiej jakości świadczeń, którą wyładowują na personelu - Internet w ogóle nie pojawił się jako czynnik wyzwalający.
Problem potwierdza prof. Brunon Hołyst, specjalista od kryminologii - przyznaje on w wywiadach [6], że przyczyny są złożone: od używek i chorób psychicznych, przez nierealistyczne oczekiwania („lekarz jako cudotwórca”), aż po wady systemowe, takie jak biurokracja i kolejki. Co ciekawe, badania wskazują też na drugą stronę medalu - bariery komunikacyjne tworzone przez samych lekarzy. Używanie niezrozumiałego żargonu („medspeak”), brak empatii, pośpiech i autorytarny styl bycia sprawiają, że pacjent czuje się ignorowany i atakowany [7].
Potwierdza to nawet Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL), Jakub Kosikowski, zauważając, że szpitale zamieniły się w bezduszne „fabryki”, a wypalony personel czasem traktuje pacjentów w sposób niedopuszczalny [8].
Internetowy „hejt” to margines, a nie przyczyna
Skoro znamy przyczyny (system, komunikacja, psychika), to jak ma się do tego walka z wpisami w Internecie? Według badania dr Gałęskiej-Śliwki, tylko 0,39% pracowników medycznych wskazało Internet jako miejsce, gdzie doświadczyli agresji, co sugeruje marginalny udział cyberprzemocy w ogólnej skali problemu [5].
Przywoływanie tragedii, takich jak zabójstwo ortopedy Tomasza Soleckiego, jako argumentu za cenzurą sieci, jest nadużyciem. W tamtym przypadku zawiniły zaburzenia psychiczne pacjenta (urojenia) oraz luki w systemie bezpieczeństwa. Lekarz zgłaszał zagrożenie na policji, ale - jak to często bywa w zderzeniu obywatela z systemem - jego wizyta została potraktowana jako „porada”, a nie zawiadomienie o przestępstwie [9]. Kto miał do czynienia z organami ścigania, ten wie, że policja rzadko garnie się do przyjmowania zgłoszeń, które można by „spławić” dobrą radą. Żadne moderowanie komentarzy w Internecie nie zapobiegłoby tej tragedii.
NIL: Walka z cieniem zamiast reformy
Wiedza o przyczynach agresji jest dostępna. Rzecznik NIL publicznie diagnozuje choroby systemu. Co zatem robi Izba Lekarska? Zamiast naciskać na reformę systemową, decyduje się na działania pozorowane. 13 stycznia NIL ogłosiła akcję „Czy hejt może zabijać?", deklarując walkę z cyberprzemocą [12]. Izba słusznie zauważa, że hejt nie ma definicji prawnej, po czym... sama próbuje go definiować tak, by pasowało to do tezy, że to opinie internautów zmniejszają dostępność leczenia. To klasyczne odwracanie kota ogonem.
Jednocześnie NIL ostro krytykuje otwieranie nowych kierunków lekarskich na uczelniach niemedycznych, nazywając je „pseudouczelniami" [10]. Paradoks jest oczywisty: braki kadrowe to jedna z głównych przyczyn kolejek i frustracji pacjentów, ale Izba woli chronić monopol niż zwiększać podaż lekarzy. Podobnie wygląda sprawa zarobków - NIL sprzeciwia się ich limitowaniu w sektorze publicznym, argumentując, że to nie rozwiąże problemów, jednocześnie nie proponując realnych rozwiązań systemowych [11].
Najbardziej jaskrawym przykładem jest jednak podwójny standard w kwestii odpowiedzialności. Choć lekarze mają własne sądy, ich wyroki pozostają dla pacjentów enigmą. Rejestr ukaranych istnieje, ale dostęp do niego wymaga wykazania „interesu prawnego". Skrzywdzony pacjent ma ograniczone możliwości, żeby dowiedzieć się, czy lekarz, który go skrzywdził, poniósł konsekwencje. Sprawy głośne medialnie - jak przypadek dr Żanny Pastuszak - cichną, a Izba nie informuje o ich finale. System działa w modelu: pacjent ma prawo wiedzieć o ryzykach leczenia, ale nie ma prawa wiedzieć, czy lekarz został ukarany.
Pozorna terapia
Naczelna Izba Lekarska wybiera drogę najmniejszego oporu. Zamiast mierzyć się z trudną materią reformy organizacyjnej, poprawy jakości komunikacji z pacjentem czy transparentności własnego sądownictwa, woli walczyć z „hejtem”. To wygodny wróg - nieokreślony, medialny i pozwalający ustawić środowisko lekarskie wyłącznie w roli ofiary.
Tymczasem pacjenci, zderzając się z „fabrykami zdrowia”, brakiem empatii i niejawnym systemem dyscyplinarnym, nadal będą czuć frustrację. I żadna kampania o cyberprzemocy tego nie zmieni, dopóki nie zaczniemy leczyć przyczyn choroby, a nie tylko pudrować jej objawy.
Źródła:
[1] https://www.facebook.com/GdanskiUniwersytetMedyczny/posts/problemem-agresji-wobec-ratownik%C3%B3w-medycznych-piel%C4%99gniarek-lekarzy-i-pracownik%C3%B3w/1162383692582888/
[2] https://gdansk.tvp.pl/86492729/skad-bierze-sie-agresja-wobec-ratownikow-medycznych-trwaja-badania
[3] https://ozzpip.pl/agresja-to-nasza-codziennosc-mowia-pielegniarki-i-polozne/
[4] https://www.psychiatriapolska.pl/pdf-152775-110738?filename=110738.pdf
[5] https://www.gov.pl/attachment/0d41fd02-1738-4357-8ae0-2423ab713b97
[6] https://podyplomie.pl/medical-tribune/20471,opowiadam-sie-przeciwko-mowie-nienawisci-wobec-lekarzy
[7] https://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.ojs-doi-10_17951_teka_2019_14_1_61-71/c/7723-7474.pdf
[8] https://www.termedia.pl/mz/Dlaczego-coraz-wiecej-pacjentow-atakuje-lekarzy-,62600.html
[9] https://tvn24.pl/krakow/krakow-atak-nozownika-w-szpitalu-lekarz-zglosil-policji-ze-pacjent-zada-od-niego-pieniedzy-zawiadomienia-nie-zlozyl-st8438139
[10] https://nil.org.pl/aktualnosci/8602-zalezy-nam-na-gwarancji-wysokiej-jakosci-ksztalcenia
[11] https://finanse.wp.pl/resort-chce-limitu-zarobkow-lekarze-najgorszy-pomysl-z-mozliwych-7218214749047392a
[12] https://nil.org.pl/aktualnosci/9133-czy-hejt-moze-zabijac-nil-wlacza-sie-w-walke-z-cyberprzemoca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz